Reklama

#HAPPYLIFE

19.05.2015

Jak zarabiać na własnym talencie? Trzy niezwykłe historie!

Jak zarabiać na własnym talencie? Trzy niezwykłe historie! Jak przekuć talent w biznes? /fot. Thinkstock

Chciały się wyróżniać. Nosić rzeczy, których nie ma nikt inny. Zaczęły więc same robić torby, biżuterię, zabawki. Tak dobrze, że wkrótce to zajęcie stało się ich pomysłem na życie. Zabawą i całkiem niezłym biznesem.

M.M

Reklama

PAULINA, PROJEKTANTKA BIŻUTERII, WŁAŚCICIELKA FIRMY YUME

Początki nie były łatwe. Po raz pierwszy Paulina zetknęła się z projektowaniem w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie. – Podczas studiów poszukiwałam swojej drogi – mówi. Najpierw zaczęła tworzyć kolekcje odzieżowe. Ale wciąż uważała, że to nie to i że jej projekty ubrań pozostawiały – jej zdaniem – sporo do życzenia. Nigdy nie była z nich w stu procentach zadowolona. – Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że największą przyjemność sprawia mi projektowanie akcesoriów – wspomina. Dlatego zdecydowała, że od tego momentu skupi się tylko i wyłącznie na tworzeniu biżuterii. Wkrótce powstała pierwsza kolekcja kolii Allantine. – To był dla mnie moment przełomowy. Od tamtej chwili towarzyszy mi poczucie, że wreszcie obrałam w życiu właściwy kierunek, a praca twórcza sprawia mi jeszcze większą przyjemność – zauważa Paulina. Na studiach nie miała jednak zajęć z projektowania biżuterii, więc wszystkiego uczyła się sama, od podstaw. Jej prace powstają z pleksi, najpierw musiała więc dobrze poznać właściwości tego materiału. To był żmudny, ale też niezwykle interesujący proces. Na szczęście, Paulina zawsze była typem majsterkowicza, bawiło ją rozkręcanie starych radioodbiorników lub zepsutych komputerów. Nie miała więc oporów, by sięgnąć po wiertarkę. Śmiało zaczęła bawić się różnymi formami. Jak wygląda proces twórczy Pauliny? Pierwszym etapem jej pracy jest przygotowanie rysunku. – Uwielbiam zamykać się w świecie wyobraźni, pełnym wzorów, kształtów i kolorów. Niesamowitą frajdę sprawia mi realizowanie własnych, oryginalnych pomysłów. Mam ich w głowie mnóstwo! – dodaje. Następnie program graficzny zamienia rysunek na wektory. Na ich podstawie w zaprzyjaźnionej pracowni ploterowej wycinane są wzory, z których Paulina składa swoje prace. Mają niepowtarzalny futurystyczny charakter. Są nietypowe, ale to ich zaleta, bo dzięki temu nie ma dwóch takich samych. – Czuję się spełniona i myślę, że warto było przejść tę naprawdę niełatwą drogę – uśmiecha się dzisiaj. Plany na najbliższą przyszłość? – Moi koledzy skarżą się czasa-mi, że projektuję tylko dla kobiet. Chyba pójdę za ich sugestią i stworzę kolekcję męskiej biżuterii – śmieje się Paulina.

 

Trend handmade w Polsce / fot. Thinkstock

 

ZOBACZ WIĘCEJ: Kubki z napisami. Zobacz najlepsze inspiracje!

 

JULITA, twórczyni GALERII PAKAMERA

Wszystko zaczęło się od torby, którą Julita uszyła sobie z lnu podczas studiów na... weterynarii. Była olbrzymia, ozdabiał ją wizerunek kota z gigantyczną koroną na łebku. – To był 2005 rok, moda na rękodzieło jeszcze nie dotarła wówczas do Polski. Koleżanki oszalały na punkcie tego oryginalnego dodatku. Zaczęłam więc szyć podobne na zamówienie – wspomina. I pomyślała, że może fajnie byłoby stworzyć takie miejsce, gdzie podobni jej pasjonaci--rękodzielnicy mogliby pokazywać swoje prace. Tą ideą zaraziła swojego ówczesnego narzeczonego, a obecnie męża Mateusza. Wspólnymi siłami w czerwcu 2005 roku powołali do życia Pakamerę, czyli pierwszą w Polsce galerię hand-made’ową (czyli rękodzielniczą). Na początku traktowali tę działalność hobbystycznie: Julita poznawała tajniki pracy weterynarza, a Mateusz (absolwent SGH) zdobywał doświadczenie w firmach doradczych. – Byliśmy totalnie zaskoczeni, gdy okazało się, że galeria zaczęła przynosić dochód właściwie od pierwszego dnia działalności. Zgodnie stwierdziliśmy w pewnym momencie, że to nasz pomysł na życie – opowiada Julita. To był strzał w dziesiątkę. Ta praca daje jej dużą niezależność. Sama może decydować, kiedy i ile pracuje. Do jej głównych obowiązków należy nadzór nad działalnością galerii (dziś jest już platformą internetową), rozdział obowiązków, kontakty z mediami oraz kreowanie wizerunku firmy na Facebooku. Pakamera ciągle się rozwija. Na początku kwietnia odbyła się inauguracja nowego showroomu (miejsca, w którym prezentowane są wybrane modele z asortymentu Pakamery). W tej chwili platforma współpracuje z ponad 1200 twórcami, którzy prezentują w niej swoje prace. Są to przede wszystkim ubrania, dodatki, torby (także dla mężczyzn i dzieci). Można znaleźć też akcesoria do wnętrz: miski, filcowe podkładki, lampy, obrazy, poduszki. Julita dba o różnorodność asortymentu. Z szacunku do odbiorców prezentuje wyłącznie towar najwyższej jakości. A czy ona sama znajduje jeszcze czas, żeby zająć się rękodziełem? – Teraz to trudne, bo oprócz tego, że zajmuję się firmą, jestem mamą dwóch dziewczynek. Ale przynajmniej raz w tygodniu robię naszyjniki. Jest to dla mnie forma odpoczynku, a ponieważ córeczki chętnie mi towarzyszą, traktuję to jako świetny sposób spędzania czasu z rodziną – opowiada. Julitę cieszy obecny rozkwit mody na hand made. – Myślę, że ludzie zaczynają doceniać jakość oraz oryginalność. Mam satysfakcję, że w tym trendzie jest też zasługa Pakamery – mówi.

 

Zrób to sam - trend na rzeczy handmade / fot. Thinkstock
 

ZOBACZ WIĘCEJ: Pyszne i zdrowe koktajle. Jak je zrobić?

 

DOROTA, PROJEKTUJE I ROBI ZABAWKI "Kiziu miziu"

kąd nazwa Kiziu Miziu? To był spontaniczny pomysł, który pewnego dnia wpadł Dorocie do głowy i od razu ją zachwycił. Zdolności manualne wykazywała już w dzieciństwie, kiedy ścianę w pokoju rodziców ozdobiła pomysłowym freskiem. – Zamiast nagany dostałam nowe kredki, a rodzice zaczęli dokładać wszelkich starań, aby pielęgnować i rozwijać mój talent – śmieje się Dorota. Brała udział w rozmaitych kółkach plastycznych, oglądała albumy poświęcone sztuce, czytała książki. Z czasem zaczęła inspirować się pracami innych twórców. Jej pierwszym autorytetem była starsza pani, która swoje przezwisko „Kukła” zawdzięczała temu, że robiła kukiełki, pacynki i inne lalki teatralne. – Do dziś pamiętam, jakie miałam wypieki na policzkach, kiedy pożyczała mi do zabawy którąś ze swoich prac. Były naprawdę wyjątkowe, zrobione z gałganków, guzików i patyków. Każda inna, każda bardzo starannie dopracowana. Myślę, że to właśnie wtedy obudziła się we mnie miłość do lalek – wspomina Dorota. Zdecydowała się na naukę w liceum plastycznym w Nałęczowie, na kierunku zabawkarstwo. Potem były studia na wydziale rzeźby w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dorota praktykowała w teatrach lalkowych, a także w pracowniach scenograficznych. Jednak jej głównym zajęciem stały się zabawki. – Nie tylko dla dzieci. To małe rzeźby, dekoracje lub po prostu niemi domownicy. Moje zabawki mają dusze – mówi. Ideą marki jest nie tylko tworzenie zabawek, ale przede wszystkim recycling twórczy, czyli nadawanie życia starym ubraniom. Bo lalki szyte są z surowców wtórnych.

 

ZOBACZ WIĘCEJ: Wiosenne dekoracje do domu - piękne wnętrza!

Reklama

Polecane wideo

Skomentuj

Podobne tematy

Zobacz również

Reklama

Najnowsze artykuły

Reklama
Reklama
×
Zarejestruj się w Klubie VIP JOY
Wstąp do Klubu VIP i otrzymuj najnowsze informacje ze świata JOY,
zniżki na zakupy oraz zaproszenia na wyjątkowe wydarzenia!